Symbol wyspy Mauritius, ale też ludzkiej głupoty... Patrząc na to jak ten ptak wyglądał, trudno uwierzyć, że kiedyś latał. Dodo to gatunek dużego ptaka z rodziny... gołębiowatych. Był gatunkiem endemicznym, co znaczy, że występował tylko na terenie wyspy. Co się z nim stało, jaka była jego historia? Otóż wiele tysięcy lat temu dodo dotarł (a właściwie przyleciał) na teren Mauritiusa. Tam się osiedlił. Warunki do życia miał niepowtarzalne - doskonałe pożywienie oraz brak naturalnych wrogów. Dzięki temu przez lata jego wygląd uległ ewolucji. Nie musiał latać - z tego względu jego skrzydła stawały się coraz mniejsze. Nie musiał też uciekać przez drapieżnikami - stąd poruszał się coraz wolniej i stawał się coraz większy. Dorosły osobnik mógł ważyć nawet 15-18 kg. Sielanka trwała do czau przybycia na wyspę największych drapieżników - ludzi. Dodo widząc przybyłych marynarzy nie uciekał, gdyż nie traktował ich jako zagrożenia. Holendrzy, którzy jako pierwsi skolonizowali Mauritius, dopro...
Jeśli ktoś nie jest fanem muzeów lub chce zobaczyć tylko jedno, w Meksyku to właśnie trzeba odwiedzić - Muzeum Antropologiczne w Mexico City. W 11 salach mieści się prawie 8 tys. artefaktów przybliżających dzieje mieszkańców Ameryk od czasów pradawnych aż do momentu przybycia Hiszpanów. Muzeum jest naprawdę ogromne i można w nim spędzić cały dzień. Co ciekawe odwiedzając strefy archeologiczne w Meksyku często oglądamy repliki budowli, narzędzia, itd., gdyż oryginały zostały przeniesione właśnie do tego muzeum. W centralnej części znajduje się Sala Mexica , w której pośród makiet, kamieni ofiarnych, instrumentów muzycznych, naczyń obsydianowych i glinianych kadzideł, zachwyca replika Pióropusza Montezumy II oraz oryginał Kalendarza Azteków. Dlaczego replika? Otóż oryginalny pióropusz wystawiony jest w Muzeum Etnologii w... Wiedniu. Legendarny pióropusz ma około 500 lat i należał do ostatniego Azteckiego władcy - Montezumy II. Zdaniem niektórych został przywieziony do...
Podróżowanie to przekraczanie granic. Zawsze w przenośni, a czasem i dosłownie. Co granica to inne zwyczaje i przepisy. Zdecydowanie najbardziej dziwaczna i zarazem stresująca sytuacja spotkała mnie podczas przekraczania granicy omańsko - emirackiej. Ale wszystko po kolei. Zacznijmy od tego, że przed wylotem bardzo żywo i intensywnie interesowałam się przepisami panującymi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wiedziałam o tym, że pewne leki nie są tam mile widziane. Czytałam wiele wpisów na innych blogach, forach. Dostałam się nawet na stronę, na której są wypisane wszystkie substancje zakazane w tym państwie. A chodzi głównie o silne leki przeciwbólowe (z kodeiną) oraz leki psychotropowe. Dziś już wiem, że lek "Ketonal" raczej celnikom by się nie spodobał. Co do innych leków pewności nie mam. Wzięłam wszystko co było mi niezbędne (a więc: leki przeciwbólowe typu "Ibuprom", leki przeciwgorączkowe, opatrunki, aerozol na katar, tabletki do ssania przy bólu gardł...
Komentarze
Prześlij komentarz